piątek, 13 lutego 2015

Beautiful Day

Piątek 13 zupełnie nie jest mi straszny, szczególnie jak za oknem dużo słońca i ciepła. Pewnie widzieliście, że zrobił się bardzo ciekawy trójkąt: Tłusty Czwartek, Piątek 13 i Walentynki - no cóż, to dość ciekawe połączenie (ciężko o kombinacje trzech gorszych dni w roku - chyba, że jakiś cudem wypadłyby 3 poniedziałki pod rząd...)
Jestem z siebie bardzo dumna, bo nie zjadłam wczoraj żadnego pączka i dodatkowo zwlekłam się na siłownie - dietę trzeba trzymać... eee no, taaaa... dzisiaj moja dieta się opiera na zapiekance z krakowskiego Kazimierza (jeśli kiedyś będziecie w Krakowie to musicie spróbować, są najlepsze na świecie!). No cóż, najpierw masa, potem rzeźba (ewentualnie w moim przypadku: najpierw masa, potem... masa). 


wtorek, 10 lutego 2015

Mix of photo #2

Dzisiejszy wtorek ogłosiłam Najbardziej Leniwym Wtorkiem lutego. Od rana siedzę w cieple, pije kawę, oglądam pierdoły w tv i czytam książkę. Zauważyłam, że moje książkowe gusta się zmieniły i od klasyki literatury przeskoczyłam na książki o zombiakach i śmiercionośnych wirusach, które zabijają połowę populacji ludzkiej. Ehh, na starość głupieje... 
Przedstawiam Wam plany na dzisiejszy dzień w wielkim skrócie:


I moje plany na dzisiejsze popołudnie w wielkim skrócie:


Muszę się przyznać, że po przedwczorajszym treningu mam zakwasy na żebrach. Nie wiedziałam, że można mieć w tym miejscu zakwasy, ale jak widać można i to całkiem bolesne. Nie byłabym jednak sobą, gdybym po wczorajszej siłowni nie wsunęła czegoś niezdrowego, czego zdecydowanie nie powinno się jeść po siłowni. No cóż życie i cała ja ;P


Jeszcze sesyjne zdjęcie, które postanowiłam nazwać "Geniusz panuje nad chaosem". Niestety moja mama nie podziela tego zdania, nie pomaga nawet wspieranie się Einsteinem i jego powiedzeniem, że skoro zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, to czego oznaką jest puste biurko? Zawsze wtedy słyszę: "Fajnie, ale nie jesteś Einsteinem". Jeszcze nie, ale wszystko przede mną...


Zdjęcie z niedzielnego spaceru. Wtedy jeszcze zima nie była aż taka zła. Teraz jest. Wczoraj wyszłam tylko na chwilkę i prawie zamarzłam. Było AŻ -3 stopnie! (Chyba ktoś sobie potwornie ze mnie zakpił i kazał mi żyć nie w tym klimacie, w którym byłoby mi dobrze...)


Sobotni Fed Cup. Radwańska vs. Kuzniecowa. Ten mecz utwierdził mnie w przekonaniu, że tenis jest ciekawy tylko wtedy, gdy oglądasz go przed swoim telewizorem, możesz przełączyć, gdy Twoja faworytka przegrywa lub gdy właśnie jesteś na kortach Rolland Garros, sącząc zimnego drinka i sprawdzasz na swoim Rolexie, ile jeszcze czasu zostało Ci do lunchu koło wieży Eiffla (wybaczcie, nie byłam w Paryżu i nie wiem czy koło wieży Eiffla można zjeść lunch...)


Na koniec: w smutku, po moich włosach. Standardowa ja: podskakuje za radości jak idzie do fryzjera, rozpacza potem przez miesiąc, że ścięła włosy...

piątek, 6 lutego 2015

So cold

Cześć Wam!
Dzisiaj przedstawiam Wam kwintesencje mojego blogowania, czyli zdjęcia na klatce schodowej zrobione telefonem ;P Mam coś jednak na swoje usprawiedliwienie - bardzo mi zależało, żeby w końcu dzisiaj skleić jakiegoś posta, a na polu dzisiaj była na prawdę baaaaaardzo zimno (wiosno, gdzie jesteś?!). Stąd właśnie ta klatka schodowa. A telefon? No cóż... Wszystkie moje zdjęcia są robione dość spontanicznie, a noszenie codziennie lustrzanki przy sobie spowodowałoby pewnie, że w krótkim czasie miałabym takie karczycho, że mogłabym startować w konkursie Strong Woman (jest w ogóle taki konkurs?) (albo w konkursie na największy kark w mieście...)


poniedziałek, 2 lutego 2015

Sun-day

Jak zawsze wpadam na chwile na bloga wrzucam zdjęcia i pędzę dalej. Nie lubię tak funkcjonować, ale z sesją została mi już ostatnia prosta, ostatni egzamin i będzie można trochę odsapnąć (tzn. JA zakładam, że to będzie mój ostatni egzamin, zobaczymy czy moje pozytywne nastawienie będzie podzielał mój wykładowca).
Ciągłe niewyspanie potęguje tylko we mnie moje sieroctwo życiowe i zwiększa liczbę siniaków i zadrapań na moim ciele - także jak widzicie sesja może być niebezpieczna dla zdrowia.
Ludzie zakładają, że zaczną spełniać swoje postanowienia "od jutra", u mnie funkcjonuje czas "po sesji". Wiec: po sesji zacznę robić więcej ładnych zdjęć na bloga, wrócę do treningów i chodzenia na siłownie, a w nowym semestrze będę się uczyć na bieżąco (ha, akurat...)